Z tego, co powiedziałeś, wynika, że bez udzelenia szerszych praw, prawdziwym opiekunem danych będzie ODC, od którego zależy sukces przyszłych wydań licencji, a udzielając ich, OSM lub inna instytucja, która posiada te dane.

Moje rozumowanie:
Wymaganie osobistego pozwolenia na dane trochę mija się z celem, gdy operujemy na licencjach opartych na copyleft, które istnieją po to, żeby nikt nie mógł zrobić za dużo, i po to, żeby informacja mogła przepływać swobodnie. W takim układzie przy każdym ruchu danych do projektu z takim pozwoleniem wymagane są dodatkowe umowy ze źródłem (niezależnie od licencji):

  • jeśli projekt działa na podobnych zasadach i ma kompatybilne Contributor Terms, to z tym projektem
  • w pozostałych przypadkach z każdą osobą wewnątrz projektu, której dane są pobierane
    Sama licencja schodzi na drugi plan, służąc do wyjmowania danych z projektu.
    Dopóki OSM jest jedynym liczącym się projektem na ODbL, to ma sens, ale potem to będzie przeszkadzać…

Jak to się sprawdza w projektach z GPL?