Jeśli idzie o przenoszenie nazw czy innych danych - stosuję od dawna taką zasadę, że jeśli coś mniej więcej wiem, to sprawdzam w przynajmniej dwóch miejscach. Po pierwsze trudno wtedy mówić o przenoszeniu, a w dodatku zapobiega to błędom, co jest dla nas nie mniej ważne.

Wychodzę z założenia, że dowolne źródło jest zapewne pod standardowym prawem autorskim (bo tak to prawo jest skonstruowane) i gdyby tak ostrożnie podchodzić, to wyszłoby że większość mojej wiedzy o świecie wyczytałem w ten sposób - bo polskiej nazwy na tabliczkach nie znajdę w Londynie ani Bazylei choćbym tam specjalnie pojechał (to też pokazuje czym jest zasada “on the ground”: najbardziej wiarygodną metodą, ale nie jedyną słuszną!).

Wówczas można uznać, że ta wiedza jest już “skażona” - już się nie odwiem czego się stąd dowiedziałem (chyba że czasem zapomnę). Więc sprawdzenie musi być możliwe niezależnie od reżimu prawnoautorskiego. I to nie tylko jak wyjątek dla badań naukowych, ale jako normalna czynność dla wszelkich publikacji. Sprawdzenie w minimum 2 źródłach (Wikipedia może być jednym z nich, ale też nazewnictwo KSNG, skoro zdaje się to jest źródło aktów prawnych) moim zdaniem spełnia ten postulat bez popadania w absurdy i nie wymagając żadnej szczególnej procedury osobnej dla Wikipedii czy czegokolwiek innego, bo pamiętajcie, że prawo autorskie i bazodanowe czyhają wszędzie.